Wrażliwość można traktować jako przekleństwo lub jako wielki DAR. Ja przez wiele lat traktowałam ją jako to pierwsze. Czyli coś, co mi w życiu przeszkadzało, hamowało w działaniu, w zdobywaniu kolejnych szczebli kariery i tworzeniu związków. Nie godziłam się na to, co jest. Chciałam, żeby było inaczej. Żeby moje ciało było inne, żebym nie reagowała tak mocno, żebym była mniej emocjonalna…  Myślałam, że gdybym nie była taka wrażliwa, to nie dałabym się zranić tyle razy. Byłabym szczęśliwsza. Teraz wiem, że TAKIE MYŚLENIE TO PUŁAPKA. Przez takie wzorce myślowe doprowadziłam się do choroby, depresji i kompulsywnego jedzenia. Często zajadałam emocje, żeby ich nie czuć. Chcę się z Tobą podzielić moją historią, która być może Cię zainspiruje lub będzie małym światełkiem nadziei. Nie rób takiego błędu, jaki ja zrobiłam. Nie warto. UKOCHAJ SWOJĄ WRAŻLIWOŚĆ I POTRAKTUJ JĄ JAKO DAR OD LOSU.

Urodziłam się jako dziecko o niesamowitej wrażliwości. Odkąd pamiętam bardzo mocno odczuwałam różnorodność dźwięków, kolorów, smaków, dotyku… wszystko było dla mnie intensywne.  Świat składał się z tysięcy bodźców. Emocje również przeżywałam dość burzliwie.  Zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Zawsze mocno, intensywnie się złościłam lub odczuwałam radość.

Z powodu dużej reaktywności układu nerwowego nie mogłam spać. Budził mnie każdy szmer, każdy dźwięk. Także zbyt mocne światło czy szorstka kołdra. Pamiętam jak moi rodzice na zmianę czytali mi bajki na dobranoc i często sami pierwsi zasypiali. Wtedy ja ich budziłam i prosiłam, żeby czytali dalej… Podczas bezsennych nocy marzyłam o tym, żeby nie być sobą. Być jak inne dzieci, które się wszystkim tak bardzo nie przejmują i nie stresują. Bawią się beztrosko w dzień i gdy są zmęczone śpią spokojnie w nocy. Zazdrościłam mojej siostrze, która mogła zasnąć gdzie po popadnie. W każdej sytuacji i w każdym miejscu. Ja nie mogłam.

Moja wrażliwość dotyczyła również jedzenia. Nie mogłam wielu rzeczy jeść. Ciągle bolał mnie brzuch, miałam wzdęcia i gazy. Nikt w latach 80-tych nie robił testów alergicznych, nie mówiło się też o nietolerancjach pokarmowych. Moja dieta z dzieciństwa opierała się głównie na kanapkach, mięsie, jogurcie i mleku z płatkami. Teraz już wiem, że miałam nietolerancję laktozy i glutenu. Moi rodzice, wg swojej najlepszej wiedzy, dawali mi takie jedzenie, które wg nich było wtedy dobre.  Nie byli świadomi, że ono mi szkodzi.

W pewnym momencie wpadłam na genialny pomysł. Zaczęłam ukrywać swoją wrażliwość pod maską, starałam się być stonowana i beznamiętna. Nawet zaczęło mi to sprawiało przyjemność. Zamrażanie ciała i emocji. Przez chwilę czułam ulgę. Odcinałam się od życia, uciekałam w książki i samotność. Czułam się dobrze w ciszy, kiedy dochodziło do mnie mało dźwięków. Wtedy mogłam lepiej spać. Uwielbiałam czytać powieści o magii i fantastyce. Wtedy stawałam się kimś innym i przenosiłam się w inny świat. Bezpieczniejszy, łagodniejszy, piękniejszy.

Jedynie w tańcu w pełni wyrażałam siebie. Stawałam się lekka, zapominałam o bólu i o moich problemach. Zauważyłam, że wtedy moja wrażliwość bardzo się przydawała. Potrafiłam w łatwy sposób interpretować muzykę i tańcem przekazywać to, co czuję. Odkryłam w sobie wielki talent. Bardzo łatwo udawało mi się zapamiętywać skomplikowane choreografie. Na studiach dostałam się do prestiżowej grupy choreograficznej jednej z najlepszych szkół salsy w Warszawie. Zaczęły się intensywne treningi, występy. Oprócz nauki i pracy, po południu chodziłam do szkoły tańca, a wieczorami na imprezy. To był intensywny czas. Dużo spotkań, tańca, ruchu, alkoholu….

Moje ciało zaczęło niedomagać. Było bardzo wyczerpane i przestymulowane. Dodatkowo nie mogłam spać i mój organizm nie mógł się regenerować. Zaczęły się poważne bóle w kolanach, kręgosłupie i biodrach. Coraz trudniej było mi tańczyć na treningach. Zaczęłam brać środki przeciwbólowe i stosować różne maści. Niestety ból był tak wielki, że musiałam zwiększać dawki. Pamiętam, jak zbliżał się termin największego festiwalu salsowego w Polsce, na którym miałam wystąpić. Nie chciałam zrezygnować z tego i dosłownie gwałciłam moje ciało, że tańczyło więcej i intensywniej. Udało się. Zatańczyłam na wielkiej gali, wśród tancerzy z całego świata, w blasku reflektorów. Nikt jednak nie widział tego, jak wieczorem płakałam z bólu…

Na drugi dzień pojechałam do lekarza i dostałam skierowanie na operację w trybie pilnym. Okazało się, że to nie była zwykła kontuzja. To była ciężka choroba. „Ma Pani martwicę jałową kości. Jest to choroba autoimmunologiczna. Jak na razie medycyna nie zna na to lekarstwa. Niech Pani zapomni o jakimkolwiek tańcu, nie wiadomo, czy będzie Pani chodzić.” – tak brzmiała diagnoza ordynatora oddziału ortopedii. Był październik 2008 r.

Okres po operacji wspominam jako czarną dziurę. Cały świat mi się zawalił. Pojawiła się depresja. Co ja teraz będę robić? Dlaczego mnie to spotkało? Czy wyjdę z tego? Zaczęłam szukać pomocy wszędzie. Pojechałam do Ewy Foley na mój pierwszy detoks i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Było to program holistycznego oczyszczania nie tylko ciała, ale również emocji, umysłu i ducha. Odkryłam wtedy, że najwięcej toksyn miałam w swoim umyśle. Zaczęłam mozolną pracę nad oczyszczeniem swoich myśli. Potem trafiłam na kurs Sztuki Oddechu Fundacji Art of Living. Zaczęłam regularnie ćwiczyć jogę, stosować techniki oddechowe i medytację. Przeszłam na wegetarianizm i całkowicie zmieniłam mój styl życia. Zaczęłam studiować psychodietetykę i zależności między stanem umysłu, a zdrowiem.

Od tamtej pory przeszłam bardzo długą drogę. Od nienawiści do swojego ciała, po jego ukochanie i zaakceptowanie. Była to podróż pełna zakrętów, pułapek i przepaści. Zaczęłam postrzegać moją wrażliwość jako wielki DAR. Odkryłam, że dzięki niej mam ponad przeciętnie rozwiniętą intuicję. Potrafię z empatią reagować na innych i im pomagać. Tworzę bardziej wartościowe relacje z innymi ludźmi. Łatwiej mi pracować z ludźmi na warsztatach i detoksach, które prowadzę. Zajęłam się psychodietetyką i pomocą innym w dochodzeniu do zdrowia i radzeniu sobie z zaburzeniami odżywiania. Moja wrażliwość okazała się nieoceniona w zrozumieniu bólu drugiej osoby i w dostosowaniu odpowiedniej terapii. A co z tańcem? Wróciłam na parkiet po kilku latach zdrowsza i szczęśliwsza!

W powrocie do zdrowia dieta i zmiana stylu życia są bardzo ważne. Są to jednak warunki konieczne, lecz nie wystarczające. Brakuje jeszcze jednego, najważniejszego czynnika. Jedynym uniwersalnym lekarstwem jest BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE. Zaakceptowanie siebie w pełni, takim, jakim się jest. Ze swoją wrażliwością. Ze swoimi słabościami. POJEDNAJ SIĘ ZE SOBĄ JUŻ DZIŚ. To jest najlepsza profilaktyka wszelkich chorób!

Polecam wyśmienity wykład dr Brené Brown na konferencji TED – „O wrażliwości”. Można go obejrzeć z polskimi napisami.

http://www.ted.com/talks/brene_brown_on_vulnerability#

Poradnik Psychodietetyka cz. 6 jest fragmentem mojej książki „Poradnik Psychodietetyka. Odżywianie dla dobrego samopoczucia, szczupłej sylwetki i zdrowia”, która ukaże się pod koniec tego roku.

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

0